niedziela, 10 stycznia 2016

#1 Belén Martínez Sánchez - "Dzień, w którym umarłam"

Życie Diletty Mair chyba nigdy nie było normalne. To młoda dziewczyna, która widzi duchy i ma dziwne, dwukolorowe tęczówki, jednak poza tym wydaje się, że nie ma w niej nic niezwykłego. Jej rodzice są po rozwodzie, a ona zmaga się z matką, która wydaje się być znowu zakochana, co doprowadza Dilettę do białej gorączki.
Jednak pierwszego dnia szkoły, kiedy dziewczyna wpada na dziwnego Aloisa, wszystko się zmienia. Chłopak przypadkowo rani ją i ucieka, a po tym wszystkim zaczyna traktować ją jak największego wroga. W dodatku Noah, jej oddany przyjaciel, okazuje się być kimś innym, niż dziewczyna sądziła.
Drugi października dwa tysiące trzeciego roku. Tego dnia Diletta ginie pod kołami samochodu. Okazuje się, że życie po śmierci jest zupełnie inne, niż sobie wyobrażała. Jak więc poradzi sobie w piekle, w dodatku u boku nieszczęsnego Aloisa, który wcale nie traktuje jej lepiej?

Sięgnęłam po tę książkę tylko dlatego, że została mi polecona i jedno jest pewne - nie zawiodłam się. Spodziewałam się raczej jakiegoś prostego romansiku między dwójką nienawidzących się nastolatków, ale na szczęście się pomyliłam, bo poza tym fabuła powieści naprawdę wciąga. Osobiście uwielbiam zagadki i tajemnice, a im więcej ich w książce, tym lepiej dla mnie.
Alois jest postacią trudną do rozgryzienia i nigdy do końca nie wiadomo o co mu chodzi, a w dodatku nadużywa słów "pieprzona debilka". Jednak to tylko sprawia, że chce się więcej i więcej, czytelnik przewraca strony z nadzieją, że może tutaj znajdzie odpowiedzi na pytania dotyczące jego niezrozumiałej osobowości.
Diletta dla odmiany jest bardzo prosta w odczytaniu, ale również ma swoje momenty, w których ciężko ją rozgryźć.
Głównych bohaterów można wręcz porównać do ognia i wody (to trochę tandetne, ale najtrafniej ich opisuje), a ich relacja przesączona jest pożądaniem, nawet jeśli ta dwójka nie zdaje sobie z tego sprawy.
Pomijając ten wątek, książka sama w sobie sprawia, że po prostu nie da się jej odłożyć. Z każdym kolejnym rozdziałem przybywa zagadek i podejrzeń, a czytelnik nie może się doczekać ich rozwiązania. Wszyscy podejrzewają Aloisa o zbrodnie, których wcale się nie dopuścił i tak się składa, że jedyna osoba, z którą - jak mogłoby się wydawać - chłopak nie chce mieć do czynienia, wierzy w niego i za wszelką cenę chce mu pomóc, nie tylko udowadniając jego niewinność.
Co z tego wszystkiego wyniknie?
Moją odpowiedzią na to pytanie jest "dobra książka, której nie da się ot tak sobie odłożyć". Te ponad 380 stron to dla mnie za mało i jestem szczerze zawiedziona brakiem drugiej części.
Jeśli lubicie klimaty fantasy etc., to gorąco zachęcam was do sięgnięcia po tę pozycję. Ja daję mocne 8,5/10.

Witam!

Nie lubię tych sztywnych postów, w których ludzie się przedstawiają i wypisują stek nudnych bzdur na swój temat, więc będzie króciutko.
Więc jestem tylko siedemnastolatką, ale książki/pisanie to moja pasja od zawsze i postanowiłam połączyć to w jedno i oto co mi wyszło, blog z recenzjami. Jestem amatorką, ale mam nadzieję, że w jakiś sposób jednak uda mi się was zaciekawić i dziękuję za każde wejście/miłe słowo. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak to może człowieka zmotywować.
Przyjmuję również zgłoszenia na recenzje waszych opowiadań, więc jeśli jesteś zainteresowany/a to odsyłam do zaznajomienia się z regulaminem.
I zapraszam do zaobserwowania mojego bloga :)

PS gdyby ktoś był zainteresowany to piszę również własne fanfiction, które znajdziecie TUTAJ.

Obserwatorzy